poniedziałek, 31 lipca 2017

Viili- czyli glut prosto z Finlandii.

W zeszłym tygodniu gościłam moją siostrę,jej faceta oraz psa Foresta,który jest wielkim owczarkiem belgijskim.Własnie z jego obecności się cieszyłam bo wiadomo czy pies wielki czy mały,każdy lubi zabawy.Więc dałam sobie upust i wybawiliśmy się ostro po psiemu tak jak to tylko pies i człowiek potrafią,czyli do utraty tchu(mojego najczęściej).Ale nie o tym chciałam napisać.Chce tu przedstawić produkt który znają doskonale skandynawowie lecz u nas myślę miałby ciężko zdobyć rynek.Jest to napój fermentowany typu mlecznego o strukturze przypominającej kisiel.


jakość zdjęcia proszę wybaczyć,ale ciężko było utrzymać telefon i jednocześnie ukazać strukturę Viili.
Czym zatem jest viili i jak się go produkuje?
Jak już wspomniałam jest to rodzaj napoju,chociaż ciężko go nazwać tym mianem gdyż nie bardzo nadaję się do picia,aby go skonsumować potrzeba łyżeczki.W smaku zupełnie jak jogurt naturalny.Za jego wygląd i smak odpowiedzialne są specyficzne bakterie oprócz typowych bakterii
kwasu mlekowego znajdują się bakterie produkujące heteropolisacharyd zawierający fosforan zwany viilian- tako rzecze wikipedia.
Spożywanie tegoż specyfiku przynosi korzystne dla zdrowia efekty: dobrej przemiany materii,braku zaparć ,odtrucia organizmu,poprawy wyglądu skóry.
Ja zauważyłam iż poprawia perystaltykę,nie występują u mnie objawy uboczne branych przezemnie leków,oraz poprawiła mi się skóra o której szykuję kolejny wpis.Nie mogę napisać więcej gdyż zacne Viili spożywam dopiero od dziewięciu dni
A teraz krótko o produkcji.Więc zjadamy Viili zostawiając około dwóch łyżek na dnie kubka,uzupełniamy do pełna mlekiem i pozostawiamy w pokojowej temp.do następnego dnia i tak w kółko.Sprawdziłam też czy można zamrozić gotowy i uzupełniając mlekiem uzyskać na nowo,gdy np wyjeżdżamy i nie ma możliwości produkcji.
Okazuję się iż zamrażanie tym bakteriom nie szkodzi.
Spożywać można go na różne sposoby,z owocami,lub ziołami,miodem.Jednak wtedy trzeba najpierw odłożyć naturalną porcję do innego kubeczka aby nie stracić bazy do produkcji.Ja spożywam go w wersji naturalnej i nawet nie przeszkadza mi jego glutowata osobowość.

wtorek, 11 lipca 2017

Chęć powrotu...

No,chcę powrócić ale inaczej z innymi przemyśleniami może nie ilościowymi ale jakościowymi,przecież takowe pojawiają się w rozmowach z Lubym.
Wiolina rzadko paple bez sensu a jeszcze mniej lubi słuchać takiej paplaniny.
A co do samego bloga to fajnie go mieć chociażby dla samej siebie.Więc spróbuję wskrzesić do życia to co powoli było na wymarciu.


Ten rok przyniósł w moim życiu zmiany,po stracie mamy musiałam poukładać świat na nowo,nadać innego wymiaru codzienności.Każdego dnia brakuje mi zwyczajnej rozmowy,chęci podzielenia się bieżącymi wydarzeniami.Cóż można powiedzieć że dorosłam ponownie,teraz nie fizyczne ani psychicznie ale mentalnie i duchowo mam nadzieje że będzie to też widać na moim blogu.

niedziela, 12 marca 2017

Długa przerwa.

Że Wiolinie nie chce się już pisać na blogu to fakt.Jednak czasami coś tam warte jest opisania.Teraz też by było chociażby nowa szczotka do włosów I-Flow Ewy Schmitt którą to Lubuś kupił Wiolinie podczas zakupów w Rosmannie.I cóż można by było wstawić foto i napisać że jest się zadowolonym z tego jak szczotka czesze włosy nie wyrządzając im krzywdy ,nie ciągnie,dobrze się trzyma w ręku i bardzo się Wioline podoba jej niebiesko-szary kolor.Ale...po co?Jeżeli zrobili już to inni na ogromnym poletku zwanym net.Można by napisać o nowych butach które to czekały na Wiolinę z 50% posezonową obniżką. i są to skórzane oficerki o klasycznym kroju.Ale też po co?To tylko buty.I o lampie stojącej do mieszkanka by można było napisać,że udało się zamówić taką jak się chciało z kwiatowymi trzema abażurami.Jednak jakoś brakuje ikry i nawet zdjęć się nie chce cykać.Więc jak na razie przerwa puki się coś nie urodzi lepszego,godnego,wartego.Zatem przerwa od dziś do no własnie,do kiedyś tam.

piątek, 24 lutego 2017

Dalej idziemy tą sama drogą,tylko jakby innym krokiem...

Minął już miesiąc od jak pożegnaliśmy mamę.Dom bez jej osoby jest pusty,cichy i jakiś taki obcy.Nie pachnie obiadem,ani kawą.Brakuje pytań nawet tych irytujących.
Pewne sprzęty znalazły nowe miejsce a co niektóre właścicieli,gdyż mimo sprzeciwu mojej siostry uznałam że sens ma aby ktoś mógł używać czegoś co należało do mamy i by mu to dawało radość lub będzie mu służyć w określonym celu np.ubrania,wełna,druty i szydełka.Niż zalegać sentymentalnie zabierając przestrzeń.Mama by się cieszyła widząc że jej rzeczy jeszcze komuś się przydadzą.
A my,my idziemy dalej drogą jaką jest życie,próbując stawiać rozważne kroki.

Moje życie uległo zmianie.Spadła na mnie odpowiedzialność za domowy budżet ojca,oraz wszelkie sprawy z tym związane (płacenie rachunków,podatków,załatwianie spraw)Czasem wydaje mi się że czuję obecność matki,która mi mówi:
-Wiola załatw to wszystko ,ty umiesz,przykro mi że tyle spraw spadło ci na głowę ale ty umiesz,dasz radę.
Mam nadzieje że dam,próbuje każdego dnia.

wtorek, 24 stycznia 2017

Gdy zabrakło mamy...

Wszyscy czekaliśmy na cud,że jednak uda się pokonać chorobę.Snuliśmy plany że będzie inaczej,ale jednak będziemy razem.
Tak się nie stało.Mama przegrała z chorobą.Mam nadzieję że tam gdzie jest teraz już nic ją nie boli i jest szczęśliwa.Patrzy na nas i czuwa nad naszym dalszym losem.
A my pogrążeni w żałobie wierzymy że kiedyś znów się spotkamy.

środa, 4 stycznia 2017

Nieśmiało o małym cudzie.

Stan mojej mamy w ostatnich dniach był bardzo ciężki,nie rokował na poprawę .Jednak od trzech dni coś ruszyło.Pierwsze pojedyńcze słowa ,zdania ,małe gesty,myśli nie składne i nie zborne.Ale jednak pobudka świadomości ,choć jeszcze tak bardzo dalekiej...
I ulga nasza ogromna że jednak mama jest z nami.Teraz czekamy na dalsze cuda.Zrobimy wszystko by były także naszym udziałem.

sobota, 24 grudnia 2016

Zjednoczenie w nieszczęściu.

Tydzień temu z samego rana do Wioliny przyszła wiadomość iż mama bardzo podupadła na zdrowiu.
Ojciec jest starszym człowiekiem i w sumie nie zaradnym, więc nawet nie za bardzo wiedział jak wezwać pomoc.
Jak zwykle na szczęście starym rodzicom trafiła się Wiolina której życie zawsze gdzieś tam podszyte jest strachem więc dowiedziawszy się jak jest bezzwłocznie wezwała karetkę.
Tu liczył się czas to był rozległy udar niedokrwienny mózgu.
Wiolina zawiadomiła też swe rodzeństwo z którym na czas tego nieszczęścia schowała swe pazury na później.
Teraz trzeba się zjednoczyć i zrobić wszystko by mama odczuła że zawsze może liczyć na swe dzieci,na całą ich czwórkę nie tylko na jedno.

Święta w tym roku w związku z zaistniałą sytuacja są trudne,nie cieszą prezenty leje się mnóstwo łez wszyscy czekają na cud nawet taki malutki.