sobota, 11 listopada 2017

Tekst antyminimalistyczny z akcentem świątecznym.

Chociaż nie gromadzę rzeczy ciągle mam nadmiar czegoś tam.Szafy są pełne w domu rodzinnym i tu u Lubusia również nie mówiąc już o tym że w mieszkanku też już jakieś piżamki,bielizna i dresy po domowe sobie leżą.Jakoś w moim wykonaniu na nic się zdaje wywalenie trzynastu worów ubrań bo nadal są ciuchy w mojej szafie które tylko leżą z zamiarem że kiedyś się przydają.Jednak stojąc przed szafą ciężko jest mi wymyślić sensowną kreację i zazwyczaj ubieram wypróbowane zestawy.Bez sensu zupełnie przekładam ubrania tam i z powrotem ,rozwijam i zwijam i wmawiam sobie że są mi potrzebne.Jednak tak szczerze to bym wywaliła wszystko,tak wszystko co do ostatniej szmatki i kupiła bym nowe.Tylko że to też droga do nikąd bo po jakimś czasie tak samo by mi się opatrzyły te ciuchy.
Więc pozostaję ze swoimi starymi śmieciami-ot tyle.
A teraz z innej trochę beczki.Za niedługo święta więc i czas prezentów więc postanowiłam sobie takowy zrobić i kupić o zgrozo nowy zestaw ciuchów.
No więc mam nowe szare spodnie oraz bluzkę też szarą.Zdjęcia się pojawią jak tylko zdejmę te odzienie z suszarki.
A co do świąt,będą inne,bez mamy co dla mnie jest ciągle trudne.Brakuje mi rozmów takiej zwykłego dzielenia się codziennością.

wtorek, 7 listopada 2017

Chcenie z potrzeby.

W sumie z biegiem życia obrosłam w dobra doczesne wszelakiej maści co nie które już przeżyłam,co niektóre pewnie przeżyją mnie.
Tak naprawdę niczego mi nie potrzeba i na tym co posiadam dało by się jechać przez parę dobrych lat.
Są to buty,torebki,swetry,bluzki i o zgrozo odzienie zimowe w nieprzyzwoitej i zupełnie nie minimalistycznej ilości(wstyd).Nie wiem kiedy doszło do kumulacji kurtek ,płaszczy,trenczów,wiatrówek,futerek,nie wiem-zgroza!
Ale co? nie wywalę bo bez sensu,bo fajne,bo chodzę i zupełnie kłóci się z moja ideą.No dobra chciała bym wywalić wszystkie te ciuchy.Tak kupiła bym nowe ale za jakiś czas była bym w tym samym miejscu.No bez sensu.
Ale nie o tym miało być a o potrzebie i to nie takiej z braku ale takiej dla samego chcenia.Chcę torebkę przewieszaną przez ramię,by mieć wolne ręce podczas zakupów.Taka potrzeba chcenia,takie chcenie potzrzeby.









poniedziałek, 6 listopada 2017

Wielka trwoga.

Ślązaków a już w szczególności emerytowanych górników dopadła fala szaleju w związku z wypłacanym deputatem za wegiel.Czego to te ludziska nie nagadali,czego to Wiolinowe uszyska wysłuchać się musiały.Że nie dają starym,że kolejki długie jak Berlin i że ankiety nie są dostępne.No więc trwoga bo ojciec stary i chory a osobiście musi się stawić w punkcie poboru ankiet,albo pełnomocnictwo dać poprzez notariusza osobie wskazanej.
Toż Wiolina dzwoni do notariusza a tam terminy odległe -zajęte a tu czasu mało.W końcu namawiam ojca że pojedziemy osobiście.Ankieta prosta do wypisania na kolanie,stanowisk do obsługi aż cztery,wszystkie wolne,wymagany dowód osobisty wot wsio.

sobota, 21 października 2017

Pomyślne polowanie :)

Ostatnio coraz częściej robimy zakupy w małym Lewiatanie.Bez tłumów ,kolejek do kasy,i daremnych przemierzonych powierzchni w poszukiwaniu tego co potrzeba.
Otóż mały sklepik zaskakuje mnie często na tyle pozytywnie iż wracam do niego chętnie.Zdarza się jechać tylko po masło i chleb a w koszyku ląduje bielizna,najlepsze na świecie getry,papcie z miśka takie cieplusi,garnek,kubek itp.
Najlepsze jednak są promocje towarów z krótkim terminem przydatności Wiolina upolowała tym sposobem już nie jedno.
Wczoraj również wpadło jej w łapy coś na co się czaiła od dawna jednak w cenie regularnej nie odpowiadało gdyż zrobienie ciasteczek korzennych to pikuś i minimalistyczna Wiolina nie ma obyczajności przepłacać.
Ale...Foremka ludzik.Tak to na nią Wiolina najbardziej miała chrapkę od dawna i gdy jedzie już do kasy z marudzącym Lubusiem nagle wyrasta pod nogami wózek z promocjami.Więc szybka lustracja co tam jest,a były mąki,jakieś płatki do mleka i kilka pudełek pierniczków z datą ważności do końca października w cenie dwóch złotych.Więc mam i ja foremkę ludzika a pierniczki będę robić jutro :)


piątek, 20 października 2017

Urodziny mamy...

Dziś są urodziny mamy.Gdyby była z nami obchodziła by dziś 79 urodziny.
Nie było dziś życzeń,na następne lata w zdrowiu,radości,i miłości...
Były wspomnienia,chwila zadumy,żalu,zapalone znicze...
A dziś taki piękny październikowy dzień pełen słońca i kolorów...

czwartek, 19 października 2017

O tym i o tamtym...

Jesień w górach wyjątkowo żółta tego roku

Gdy świeci słońce jest wyjątkowo przyjemnie siedzieć i chwytać ostatnie promyki aż żal że za chwilę będą stały gołe kikuty drzew lub zima pojedzie po bandzie i nasypie śniegu tyle że jego resztki będą się topić wiecznie,pozostawiając po sobie zdechłą trawę.
Jednak puki co cieszę się z widoków,jak i z odwiedzin wiewiórki złodziejki orzechów i jej kuzynek.
Czas tak szybko leci że od ostatniego wpisu minęło kupę czasu ale wygląda to tak:Wiolina jak siądzie do lapka to czyta pierdylion stron które ją interesują więc czasu na wpis jest za mało bo by trzeba było wieki siedzieć ,co Lubusia ewidentnie drażni a żeby pod dachem panował spokój to Wiolina czyta co trzeba do ulubionych daje na potem co nie zdążyła i tak to pokrótce wygląda.Ostatnio w ogóle panuje nade mną jakaś niemoc twórcza najbardziej przejawiająca się w kuchni.Trudno znaleźć mi inspiracje co ugotować na obiad.Zupa -pikuś ale już drugie danie to codzienne wyzwanie.
Bo jak bez mięsa no to co?Bo to co smakuje Wioline nie smakuje Lubusiowi.A mięsne?Wiolina nie lubi za bardzo takich dań,chociaż nie jada się u nas czerwonego mięsa od dosyć dawna.To kurczak,ryba i królik też się nudzą.Tak więc trzeba mi się namachać co by było ciekawie zdrowo i smacznie.



poniedziałek, 31 lipca 2017

Viili- czyli glut prosto z Finlandii.

W zeszłym tygodniu gościłam moją siostrę,jej faceta oraz psa Foresta,który jest wielkim owczarkiem belgijskim.Własnie z jego obecności się cieszyłam bo wiadomo czy pies wielki czy mały,każdy lubi zabawy.Więc dałam sobie upust i wybawiliśmy się ostro po psiemu tak jak to tylko pies i człowiek potrafią,czyli do utraty tchu(mojego najczęściej).Ale nie o tym chciałam napisać.Chce tu przedstawić produkt który znają doskonale skandynawowie lecz u nas myślę miałby ciężko zdobyć rynek.Jest to napój fermentowany typu mlecznego o strukturze przypominającej kisiel.


jakość zdjęcia proszę wybaczyć,ale ciężko było utrzymać telefon i jednocześnie ukazać strukturę Viili.
Czym zatem jest viili i jak się go produkuje?
Jak już wspomniałam jest to rodzaj napoju,chociaż ciężko go nazwać tym mianem gdyż nie bardzo nadaję się do picia,aby go skonsumować potrzeba łyżeczki.W smaku zupełnie jak jogurt naturalny.Za jego wygląd i smak odpowiedzialne są specyficzne bakterie oprócz typowych bakterii
kwasu mlekowego znajdują się bakterie produkujące heteropolisacharyd zawierający fosforan zwany viilian- tako rzecze wikipedia.
Spożywanie tegoż specyfiku przynosi korzystne dla zdrowia efekty: dobrej przemiany materii,braku zaparć ,odtrucia organizmu,poprawy wyglądu skóry.
Ja zauważyłam iż poprawia perystaltykę,nie występują u mnie objawy uboczne branych przezemnie leków,oraz poprawiła mi się skóra o której szykuję kolejny wpis.Nie mogę napisać więcej gdyż zacne Viili spożywam dopiero od dziewięciu dni
A teraz krótko o produkcji.Więc zjadamy Viili zostawiając około dwóch łyżek na dnie kubka,uzupełniamy do pełna mlekiem i pozostawiamy w pokojowej temp.do następnego dnia i tak w kółko.Sprawdziłam też czy można zamrozić gotowy i uzupełniając mlekiem uzyskać na nowo,gdy np wyjeżdżamy i nie ma możliwości produkcji.
Okazuję się iż zamrażanie tym bakteriom nie szkodzi.
Spożywać można go na różne sposoby,z owocami,lub ziołami,miodem.Jednak wtedy trzeba najpierw odłożyć naturalną porcję do innego kubeczka aby nie stracić bazy do produkcji.Ja spożywam go w wersji naturalnej i nawet nie przeszkadza mi jego glutowata osobowość.